Na wyjście do krakowskiej restauracji AWIW przygotowywaliśmy się dość długo.
Niestety ciągły brak czasu i natłok obowiązków skutecznie to utrudniał. W
końcu znaleźliśmy chwilkę na spacer po Starym Mieście Krakowa i
Kazimierzu połączony z fotografowaniem i uwieńczony kolacją w restauracji AWIW na Szerokiej.
Cóż to był za dzień!
Słońce raziło po oczach skutecznie uniemożliwiając wykonanie
satysfakcjonujących nas jakościowo zdjęć. Jak na złość, ani jednej
chmurki, która mogłaby rozproszyć niekorzystne światło. Po pół godziny
spaceru w pełnym, ostrym słońcu, którego blasku nie były w stanie zgasić
nasze lampy, daliśmy za wygraną. Do zarezerwowanego stolika pozostały
nam jeszcze 2 godziny. Humor poprawiliśmy sobie pysznym Mojito po drodze
na Rynek w restauracji Podkowa. Zabawiliśmy chwilę na Rynku i
uznaliśmy, że prawa natury znów nas pokonały. Postanowiliśmy wybrać się
już na kolację do restauracji AWIW.
Pomimo tego, że byliśmy o wiele wcześniej, niż powinniśmy, nie było problemu ze stolikiem.
W pomieszczeniu restauracji było sporo wolnych miejsc. Skuszeni słowami
kelnerki - naganiaczki, zajęliśmy miejsca w pomieszczeniu licząc na
odrobinę chłodu. Restauracja mieści się bowiem w starej pożydowskiej
kamienicy wybudowanej z ciętych głazów. Niestety, zawiedliśmy się.
W środku było cieplej niż na zewnątrz, nie było klimatyzacji ani
żadnego przewiewu. Dodatkowo promienie słońca, które dostawały się przez
otwarte okno, po kilku chwilach zaczęły razić oczy. Tu po raz pierwszy
kelnerka okazała się niekompetentna, wystarczyło przecież doradzić
stolik w ogródku pod parasolką.
Otrzymaliśmy od Pani menu i
wybierając dość długo z karty dań, podsłuchiwaliśmy rozmowy obsługi.
Prawdopodobnie obsługująca nas osoba zakończyła zmianę, gdyż
usłyszeliśmy coś w stylu: „dajcie mi pieniądze, wychodzę”. Ok, trzeba
było nie podsłuchiwać, pomyśleliśmy. Kilka chwil później podszedł do nas
sympatyczny kelner i zamówiliśmy od razu danie główne. Nie musieliśmy na nie długo czekać.
Mix jagnięcy z grilla wyglądał co prawda apetycznie, jednak nie tak
dobrze jak na zdjęciu w menu. Na pierwszy rzut oka widać było, że
grillowane kiełbaski są świeże i wykonane przez kucharza. Surówka z
zestawu nie napawała jednak optymizmem. Gdybyśmy wiedzieli,
zamówilibyśmy prawdopodobnie inne dania.
W międzyczasie przy stoliku
obok, przysiadła się grupa przyjaciół z kuponem z Grouponu. Podszedł do
nich ten sam kelner. My nie mieliśmy z tym Panem większego problemu,
jednak sąsiedni stolik przeżył odrobinę różnych perypetii. My nie
dostaliśmy jedynie przypraw, soli i pieprzu. Kelner oblał za to innego
klienta tłuszczykiem z gęsi kapiącym wprost z talerza na białe spodenki
oraz pomylił jedno z zamówień. Zamiast giczy indyczej podał też komuś
gicz jagnięcą. Nie wsłuchiwaliśmy się, czy problem powstał po stronie
kucharza czy kelnera. Niespecjalnie nas to interesowało.
Na deser wybraliśmy lody, dość smaczne, estetycznie podane. W międzyczasie zastanawialiśmy się, co powiedziałaby Gessler na przybrudzone papierowe obrusy kładzione
dla ozdoby na białych obrusach. Prawdopodobnie nic miłego - ani jak ta
Pani ma w zwyczaju w takich sytuacjach - kulturalnego.
Co mnie w tej restauracji zaskoczyło? Wystój wnętrza
w... łazience. Sedes otoczony był ze wszystkich stron lustrami, co
niewątpliwie pozbawiło to niewielkie pomieszczenie komfortu. Zwróciłam
uwagę na higienę, nie było tu wiele do zarzucenia. Mydło było na
szczęście umieszczone w bezdotykowym podajniku. Odstraszały tu tylko
lustra i zapach wydzielin ludzkiego ciała, innych niż ekskrementy...
Nie zrażeni jednak żadnymi wpadkami obsługi i nieczystymi obrusami, na wynos
zamówiliśmy sernik przybrany owocami. Zjedliśmy go już jednak poza
restauracją, w domu. Smakował zdecydowanie lepiej niż wszystko inne, co
dane było nam skosztować w budynku krakowskiej restauracji AWIW.
Nie lubisz kuchni Polskiej? Sprawdź:
- Recenzja Krakowskiego Haiku Sushi - Południe
- Restauracja Toscania - opinia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz