czwartek, 1 listopada 2012

Restauracja AWIW na Szerokiej - recenzja

Na wyjście do krakowskiej restauracji AWIW przygotowywaliśmy się dość długo. Niestety ciągły brak czasu i natłok obowiązków skutecznie to utrudniał. W końcu znaleźliśmy chwilkę na spacer po Starym Mieście Krakowa i Kazimierzu połączony z fotografowaniem i uwieńczony kolacją w restauracji AWIW na Szerokiej.
Cóż to był za dzień!
Słońce raziło po oczach skutecznie uniemożliwiając wykonanie satysfakcjonujących nas jakościowo zdjęć. Jak na złość, ani jednej chmurki, która mogłaby rozproszyć niekorzystne światło. Po pół godziny spaceru w pełnym, ostrym słońcu, którego blasku nie były w stanie zgasić nasze lampy, daliśmy za wygraną. Do zarezerwowanego stolika pozostały nam jeszcze 2 godziny. Humor poprawiliśmy sobie pysznym Mojito po drodze na Rynek w restauracji Podkowa. Zabawiliśmy chwilę na Rynku i uznaliśmy, że prawa natury znów nas pokonały. Postanowiliśmy wybrać się już na kolację do restauracji AWIW.
Pomimo tego, że byliśmy o wiele wcześniej, niż powinniśmy, nie było problemu ze stolikiem. W pomieszczeniu restauracji było sporo wolnych miejsc. Skuszeni słowami kelnerki - naganiaczki, zajęliśmy miejsca w pomieszczeniu licząc na odrobinę chłodu. Restauracja mieści się bowiem w starej pożydowskiej kamienicy wybudowanej z ciętych głazów. Niestety, zawiedliśmy się. W środku było cieplej niż na zewnątrz, nie było klimatyzacji ani żadnego przewiewu. Dodatkowo promienie słońca, które dostawały się przez otwarte okno, po kilku chwilach zaczęły razić oczy. Tu po raz pierwszy kelnerka okazała się niekompetentna, wystarczyło przecież doradzić stolik w ogródku pod parasolką.
Otrzymaliśmy od Pani menu i wybierając dość długo z karty dań, podsłuchiwaliśmy rozmowy obsługi. Prawdopodobnie obsługująca nas osoba zakończyła zmianę, gdyż usłyszeliśmy coś w stylu: „dajcie mi pieniądze, wychodzę”. Ok, trzeba było nie podsłuchiwać, pomyśleliśmy. Kilka chwil później podszedł do nas sympatyczny kelner i zamówiliśmy od razu danie główne. Nie musieliśmy na nie długo czekać. Mix jagnięcy z grilla wyglądał co prawda apetycznie, jednak nie tak dobrze jak na zdjęciu w menu. Na pierwszy rzut oka widać było, że grillowane kiełbaski są świeże i wykonane przez kucharza. Surówka z zestawu nie napawała jednak optymizmem. Gdybyśmy wiedzieli, zamówilibyśmy prawdopodobnie inne dania.
W międzyczasie przy stoliku obok, przysiadła się grupa przyjaciół z kuponem z Grouponu. Podszedł do nich ten sam kelner. My nie mieliśmy z tym Panem większego problemu, jednak sąsiedni stolik przeżył odrobinę różnych perypetii. My nie dostaliśmy jedynie przypraw, soli i pieprzu. Kelner oblał za to innego klienta tłuszczykiem z gęsi kapiącym wprost z talerza na białe spodenki oraz pomylił jedno z zamówień. Zamiast giczy indyczej podał też komuś gicz jagnięcą. Nie wsłuchiwaliśmy się, czy problem powstał po stronie kucharza czy kelnera. Niespecjalnie nas to interesowało.
Na deser wybraliśmy lody, dość smaczne, estetycznie podane. W międzyczasie zastanawialiśmy się, co powiedziałaby Gessler na przybrudzone papierowe obrusy kładzione dla ozdoby na białych obrusach. Prawdopodobnie nic miłego - ani jak ta Pani ma w zwyczaju w takich sytuacjach - kulturalnego.
Co mnie w tej restauracji zaskoczyło? Wystój wnętrza w... łazience. Sedes otoczony był ze wszystkich stron lustrami, co niewątpliwie pozbawiło to niewielkie pomieszczenie komfortu. Zwróciłam uwagę na higienę, nie było tu wiele do zarzucenia. Mydło było na szczęście umieszczone w bezdotykowym podajniku. Odstraszały tu tylko lustra i zapach wydzielin ludzkiego ciała, innych niż ekskrementy...
Nie zrażeni jednak żadnymi wpadkami obsługi i nieczystymi obrusami, na wynos zamówiliśmy sernik przybrany owocami. Zjedliśmy go już jednak poza restauracją, w domu. Smakował zdecydowanie lepiej niż wszystko inne, co dane było nam skosztować w budynku krakowskiej restauracji AWIW.

Nie lubisz kuchni Polskiej? Sprawdź:
Recenzja Krakowskiego Haiku Sushi - Południe
Restauracja Toscania - opinia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz